Skip to:

Zapraszamy do zapoznania się z felietonem Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka, opublikowanym w Dzienniku Gazecie Prawnej 27 czerwca 2012 roku.

Dlaczego nikt nie dociekał, co się stało z Szymonem?

(…) Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. (…) Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu." - pisał wielki Patron tego roku, Janusz Korczak. Korczak zarówno w swojej filozofii, jak i pedagogice praktycznej wiele miejsca poświęcił prawu dziecka do szacunku, prawu dziecka "by było tym, kim jest". O tym prawie, głęboko osadzonym na niezbywalnej i nienaruszalnej ludzkiej godności, mówiłem w 2010 roku, żegnając na cieszyńskim cmentarzu dziecko określane wówczas mianem "chłopiec, ok. 2 lat, NN". Nie było chyba osoby w Polsce, która nie słyszałaby wówczas o bezimiennym chłopcu. Jego portret można było zobaczyć wszędzie - w każdej gazecie, w telewizji, na dworcach kolejowych i lotniczych, słupach ogłoszeniowych. Wszyscy okazywali oburzenie i zatroskanie jednocześnie. Zadawano setki pytań, które pozostawały bez odpowiedzi.

Dzisiaj temu dziecku przywrócono tożsamość. Dzisiaj wiemy, że to Szymon z Będzina. Część pytań pozostaje jednak aktualna. Dlaczego chłopiec nie żyje? Co takiego się wydarzyło? Jak do tego doszło? Kto do tego doprowadził? Są też kolejne: jak to możliwe, że przez 2 lata nikt z bliższej czy dalszej rodziny, sąsiadów i znajomych nie zauważył, że w domu brakuje dziecka? Nie jednego z pięćdziesięcioosobowego rodzeństwa, ale z trójki! Obok dwóch dziewczynek w tym domu powinien być chłopiec. Szymon, mając zaledwie dwa latka nie zniknął na kilka dni, co można by wytłumaczyć pobytem w szpitalu. Jego nie ma już dwa lata, ponad dwa długie lata, 26 miesięcy. W międzyczasie ktoś musiał bywać w tym domu, obserwować mamę lub tatę z dwójką a nie trójką dzieci. Przecież w tym obrazku rodziny wyraźnie musiało brakować jednego człowieka - małego chłopca, żwawego, oczekującego zainteresowania rodziców i otoczenia. Przecież od 2010 roku cała Polska poszukuje tożsamości chłopca znalezionego w cieszyńskim stawie.

Aż trudno uwierzyć, że przez ten czas nikt z sąsiadów, dalszej rodziny ani przyjaciół nie zauważył braku dziecka, które przecież naturalnie zwraca na siebie uwagę. Śmieje się, płacze. Jak to możliwe, że nikt z najbliższych obserwatorów nie zaniepokoił się skutecznie i nie próbował dociec, gdzie jest dziecko, czy jest zdrowe i bezpieczne.

Teraz szczegółowe dochodzenie prowadzi Prokurator i to on spróbuje odpowiedzieć na stawiane liczne pytania. Obok odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, jak do tego doszło, dlaczego Szymonek nie żyje, musimy poszukiwać odpowiedzi na pytanie co należy robić, żeby takim sytuacjom zapobiegać, jak ich unikać?

Z jednej strony musimy wzmocnić, a być może na nowo zorganizować system monitorowania losów dziecka, aby reagować zapobiegawczo oraz szybciej i skuteczniej móc wyjaśniać podobne sytuacje. Punktem wyjścia do dyskusji o tym systemie może być rozwiązanie, które proponuję od 2008 roku - wprowadzenie obowiązku corocznego badania każdego dziecka przez lekarza pediatrę. Taki obowiązek to szansa na wychwycenie nieprawidłowości w rozwoju dziecka, a tym samym możliwość szybkiego podjęcia działań profilaktycznych. Dodatkowo, tego rodzaju wizyta wiązałaby się z koniecznością fizycznej obecności dziecka i jego rodziców bądź opiekunów w gabinecie lekarskim. Byłaby więc okazja, by wyjaśnić wiele wątpliwości dotyczących stanu zdrowia dziecka, odpowiedzieć na pytania rodziców, porozmawiać choćby o profilaktyce jamy ustnej, problemach otyłości czy wadach postawy. Lekarz mógłby też ocenić, czy istnieje jakiekolwiek ryzyko dla zdrowia lub życia dziecka - dziecka, które zna, bo systematycznie je bada. Dzisiaj widać wyraźnie, jak takie rozwiązanie jest potrzebne.

Nawet doskonały i rozbudowany system monitorujący czy profilaktyczny nie zadziała jednak bez zaangażowania czynnika ludzkiego. Nie myślę tutaj jedynie o pracownikach służb socjalnych i pomocy rodzie, lekarzach, policjantach czy strażnikach miejskich. Największy i najskuteczniejszy system reagowania na krzywdę drugiego człowieka stworzyć możemy my wszyscy. Nie odwracajmy głowy, gdy widzimy dorosłego bijącego dziecko na ulicy, zapukajmy do drzwi mieszkania, zza którego notorycznie słychać niekończące się dziecięce krzyki. Dziś mamy też nauczkę, że trzeba zadawać pytania, gdy maluch z sąsiedztwa nie wraca długo z kolonii, szpitala czy innego "wyjazdu". Nauczmy się, że troska o życie i zdrowie dziecka - istoty słabszej, potrzebującej dodatkowej ochrony i opieki - to nie jest donosicielstwo, to nasz obywatelski obowiązek. Pamiętajmy też o słowach Janusza Korczaka, że "nie ma większego przestępstwa niż krzywda wyrządzona dziecku.

Zapraszamy do zapoznania się z felietonem Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka, opublikowanym w Dzienniku Gazecie Prawnej 27 czerwca 2012 roku.